CIEPŁA I SARMACKA
Pomysłem Tomasza Szymańskiego na fredrowską „Zemstę" było pokazanie jej poprzez mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza". l w nawiązaniu do cytowanych w programie słów Boya Żeleńskiego:„Pan Tadeusz, który by powstał z półki, oblókł ciało i przemówił do nas ze sceny najcudowniejszym polonezowym wierszem, to „Zemsta" Fredry".l rzeczywiście wiele scen i obrazów nawiązuje tu do Mickiewicza. Jak choćby owo wyjście w bieliźnie do ogródka Klary jako Zosi,
przywodząca na myśl Telimenę — Podstolina, czy Dyndalski wzorowany na panu Gerwazym.
W gnieźnieńskim przedstawieniu „Zemsta" potraktowana jako taki ciepły obraz sarmackiej Polski, mocno akcentujący też jej wszystkie warcholskie przywary. l w tak pojętym spektaklu najważniejsze są pełnokrwiste postacie i komediowe charaktery. Zapalczywy i rubaszny Cześnik — Michała Frydrycha, rzeczywiście bardzo zabawny i komediowy Papkin — Wojciecha Siedleckiego i nieoczekiwanie zadziorny Dyndalski — w świetnym wykonaniu Eugeniusza Nowakowskiego.
Olgierd Błażewicz
w: Głos Wielkopolski z dn. 10 listopada 2003 roku
ZEMSTA Z FIGURAMI
Klasyka nad publicystyką
„Zemsta" w Gnieźnie rozpoczyna się od sceny jakby żywcem wyjętej z „Pana Tadeusza": oto Dyndalski nakręca zegar niczym Gerwazy, nastawiając niejako czas akcji na początek Polski porozbiorowej: a zatem pierwsze lata XIX wieku. Nic dziwnego więc, że gnieźnieńska „Zemsta" od początku do końca trzyma się w ryzach komedii klasycznej, obywając się bez jakichkolwiek aktualizacji, taniego uwspółcześniania. Niczego też nie udaje:
nie ma ambicji publicystycznych (a w istocie prawienia banałów o charakterze Polaków), ani nie podtyka widzowi pod nos natrętnych uogólnień (typu: odwieczne polskie swary o przysłowiowy mur). Jest tym, czym być powinna: tak dobrze znaną nam historią, którą oglądamy po raz któryś z rzędu, uśmiechając się, gdy tylko uda się nam dostrzec - za sprawą reżysera i aktorów - nowe,
dotąd nie zauważane „momenty".
Odkopane momenty
Mam na myśli zabawne aluzje (najczęściej pikantne)
czy nieprzewidziane sytuacje - na przykład, kiedy Wacław (Bogdan Ferenc) podczas rozmowy z rówieśnicą Podstoliną (Agata Wojtaszak) zamierza nagle rejterować, bo przez chwilę wydaje mu się, że owocem ich dawnego związku jest... dziecko. Co nie przeszkadza mu potem w sposób ewidentny zdradzić młodziutką Klarę, o czym świadczy jego zmierzwiony strój po opuszczeniu pokoju swej, wydawałoby się, eks-kochanki. Kiedy zaś Podstolina grzebie ukradkiem w kredensie Cześnika, aby zbadać zasobność jego szuflad jako przyszła pani Raptusiewiczowa, a Rejent używa swego klęcznika tylko na pokaz, dostrzegamy w tych postaciach nowe cechy charakteru - I tak dalej, i tak dalej.
Perełkom wybaczamy
Na czoło w gnieźnieńskim przedstawieniu wysuwa się Papkin Wojciecha Siedleckiego. Ten Lew Północy jest grubym, podstarzałym i zasapanym Falstaffem, którego samochwalstwo, buffonada i tchórzostwo są tylko próbą oszukania swej starości, biedy i poniewierki. Temu Papkinowi wybaczamy jego śmieszność jak własnemu dziadkowi ubarwiane do absurdu opowieści z lat młodości. Zaskoczeniem jest też postać Dyndalskiego (Eugeniusz Nowakowski); to nie żaden safandułowaty stary głupiec, żaden tam podnóżek Cześnika, ale raczej żwawy, rezolutny, dbający o swój honor, podstarzały Sienkiewiczowski Rzędzian. Dzięki też niemu i Cześnikowi (Michał Frydrych) scena pisania listu nadal pozostaje perełką dobrego humoru.
Błażej Kusztelski
w: Gazeta Poznańska, z dn. 10 -11 listopada 2003 roku.
Z NOTATNIKA RECENZENTA
Byłem we wszystkich polskich teatrach z wyjątkiem Gniezna. Zdarzało mi się słyszeć dobre opinie o niektórych spektaklach tutejszego teatru (ostatnio np. o Kartotece Piotra Krusz-czyńskiego), ale jakoś nie było okazji, by to sprawdzić naocznie. Gdybym oceniał teatr tylko na podstawie Zemsty, powiedziałbym, że mamy do czynienia ze sceną, która na miarę możliwości starannie spełnia swoje obowiązki. Dzieło patrona wystawiono po bożemu (gdzie i kiedy ostatni raz widziałem obrotówkę, która służy do zmiany dekoracji?), bez żadnych ekstrawaganckich pomysłów typu basen na zamku Cześnika. Reżyser w kilku scenach poczynił aluzje do Pana Tadeusza, chcąc być może uświadomić szkolnej zwłaszcza widowni, że oba utwory pochodzą niemal z tego samego czasu, obrazują tę samą kulturę i są bardzo polskie, cokolwiek to dzisiaj znaczy. Być może role aktorskie w tej Zemście nie zapadają na dłużej w pamięć, ale też wstydu teatrowi nie przynoszą. I diabli wiedzą, co jest lepsze: taka teatralna zachowawczość, czy rozpaczliwe próby unowocześnienia klasyki?
Wojciech Majcherek,
w: Z notatnika rezenzenta, Teatr nr.12/2003
Spektakl był prezentowany 30 listopada 2007 na scenie Teatru w Tuzli (Bośnia-Hercegowina)
w ramach Tuzlańskich Dni Teatru