Recenzje

Otaczamy się mnóstwem przedmiotów. Niektórych nawet nie zauważamy, inne są przecież jeszcze dobre albo kiedyś się przydadzą. Największych problemów dostarczają jednak te osierocone przez kogoś – będące śladem jego dotyku, pamiątką istnienia, której żal się pozbyć, lecz wszystkiego nie da się zatrzymać. Pozostawione same sobie, rzeczy z czasem stają się potencjalną opowieścią o człowieku.
2019.08.29
"Rzeczy, których nie wyrzuciliśmy" wg Marcina Wichy w reż. Magdy Szpecht w Teatrze im. Fredry w Gnieźnie. Pisze Zuzanna Berendt, członkini Komisji Artystycznej 25. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
2019.04.04
Przedmioty to wszystko, co po nas zostaje. Jedyna forma nieśmiertelności, na jaką możemy liczyć. Przedmioty, pamiątki w Rzeczy, których nie wyrzuciliśmy ożywają, zostają wyjęte z marginesu codzienności, zostają zauważone, opowiadają historię, mitologizują. Wydostają się na pierwszy plan jako pomost pomiędzy wspomnieniem a rzeczywistością, ożywiają pamięć po ich dawnych właścicielach. W spektaklu to właśnie przedmioty, scenografia, wideo, muzyka, ich niema narracja jest najbardziej sugestywna, intymna.
2019.03.11
Rzeczy, których nie wyrzuciliśmy bardzo w swojej formie różni się od dotychczasowych spektakli prezentowanych na scenie w Gnieźnie. Ma w sobie i coś z performansu artystycznego, i z plastycznej instalacji, w środek której wprowadzani są widzowie. Przestrzeń widowni oraz sceny są zmienione. Tam, gdzie zwykle znajdują się fotele dla widzów, tym razem jest zbudowana ze stopni niecka, dookoła której stoją przeszklone gabloty.
2019.03.05
Pierwsze, co uderza w spektaklu, to przestrzeń zaprojektowana przez scenografa Michała Korchowca. Znajdujemy się w czymś w rodzaju muzeum przedmiotów dziwnych, przestarzałych lub niepotrzebnych, w jakiejś uroczystej rupieciarni, hołubionym lamusie. Widzowie mogą wylądować w samym jej centrum, w otoczonym gablotami wgłębieniu sceny.
2019.02.11
Zanim jednak rozpocznie się przedstawienie, widzowie mają czas, by przyjrzeć się rozstawionym w przestrzeni gry gablotom/witrynom i zgromadzonym w nich przedmiotom, wśród których znajdują się stare teatralne rekwizyty, rzeczy znalezione, niechciane, przyniesione przez aktorów, fotografie, książki, artefakty pamiętające nie tak dawną, choć już odległą przeszłość, jak dyskietki czy kasety wideo. Stanowią one nie tylko tło, lecz są również wykorzystywane przez aktorów podczas spektaklu: odkurzane, dotykane, przepraszane, pożądane. Opowieść o przedmiotach tworzy się na oczach widzów, którzy, siedząc w przestrzeni gry, sami stają się jej częścią – w jednej ze scen głosują, czy wybrane rzeczy są ładne czy brzydkie, aktorzy układają z przedmiotów portrety niektórych widzów i obdarowują ich zdjęciem wykonanego portretu. Charakteru spektaklu – instalacji dopełniają działania aktorów przypominające budowanie „maszyn”, w których uruchomienie jednego elementu, np. puszczenie kulki w ruch, powoduje następstwo kolejnych ruchów. Powodują one napięcie i pragnienie, aby żaden z pieczołowicie obmyślonych, często dziwacznych członów konstrukcji nie zawiódł i nie zatrzymał efektu domina. Jeśli cały zaprojektowany proces się powiedzie, konstrukcja realizuje zamierzony cel.
2019.02.07
Zewsząd otaczają nas przedmioty. Całe mnóstwo przedmiotów: wypadają z szaf, gablot, strychów i pawlaczy. Szczelnie wypełniają mieszkania, regały, szuflady, skrytki, skrzynie, garaże i piwnice. Czasem są pod ręką, czasem zagubionych poszukujemy wytrwale... Co mówią o nas, o naszym życiu? A może milczą?
2019.02.06
Dobre przedstawienie dla najmłodszych może wciągnąć również dorosłego widza w stan dziecięcego zachwytu, a przy tym potrafi być jednocześnie zabawne, filozoficzne i poetyckie. „Droga” w reżyserii Beaty Bąblińskiej i Moniki Kabacińskiej osiągnęła ten poziom, przeprowadziła nas przez kocie łby, które mamy na wyciągniecie ręki do dróg w przestrzeni międzygwiezdnej.
2018.11.07
Dla dorosłego, doświadczonego w percepcji teatru ruchu widza spektakl wydaje się być sympatycznym eksperymentem nowej generacji twórców poszukujących nowych dróg artystycznych. Ostatnio na Węgrzech też mogliśmy zobaczyć podobne eksperymenty dotyczące podejmowania tematów tabu na scenie, stawiające w centrum uwagi indywidualne problemy konkretnej osobowości. „Priv” w pełni wpisuje się w ten nurt. Wydaje mi się, że obecność na scenie aż sześciorga bohaterów nie do końca pozwala widzowi skupić się dokładniej na każdym z nich, zająć własne stanowisko wobec jego problemów. Być może mniejsza liczba postaci skutkowałaby bardziej zwartą konstrukcją spektaklu, który tym samym mógłby intensywniej docierać do wrażliwości widza. W tym kształcie jest bardziej opowieścią o zagubionej we współczesnym świecie generacji. Lilla Turbuly, poetka, pisarka, krytyk teatralny, redaktor pism Kútszéli Stilus, Tánckritika. Przekład Jolanta Jarmołowicz
2018.11.07
Od samego początku spektaklu „Ferdydurke” w Teatrze Fredry w Gnieźnie widzowie stają się świadkami zderzenia różnych poglądów i opinii. Co wynika z tego starcia? Jakim głosem ze sceny przemawia dziś Gombrowicz? Do czego zachęca i czemu się przeciwstawia?
2018.11.06