Newsy
19 listopada przypadła 83. rocznica śmierci Brunona Schulza. Nie mogłem więc odpuścić okazji, by przybyć z przyjaciółmi do Teatr Fredry w Gnieźnie w listopadowy weekend 21-23 XI, w który na deski teatru powróciła październikowa premiera „Bruno Schulz. Fetyszysta” (17 X). Na słynnego twórcę patrzymy inaczej, niż kiedyś uczynił to Jerzy Ficowski – a więc tym razem bez cenzury, bez przemilczania tego, co prywatne i wstydliwe. Cóż – przynajmniej na scenie, na te ponad półtorej godziny, zostaje to wszystko tymczasowo „odwstydowione”. Spoglądamy na zmyślony-na-faktach, potencjalnie możliwy biogram autora nie tylko „Sklepów cynamonowych”, ale i „Xięgi bałwochwalczej”.
Przyjaciele bardzo docenili to, że spektakl zawiera spory ładunek humoru – że nie tonie w anachronicznym, schulzowskim sosie, którym zwykło polewać się, wybiórczo czytaną/odbieraną, twórczość tego artysty. Jest to świeże, soczyste, barwne, odważne przedstawienie. Autor tekstu i reżyser Jan Jeliński zrobił coś bez wątpienia z gruntu nowoczesnego. Tematyka seksualna została w spektaklu podjęta w formie oddającej współczesny dyskurs o tej sferze życia człowieka. Mówiąc o fetyszach, Jeliński odsuwa więc na bok język miniony, obejmujący słowa pokroju „dewiacje”, i porzuca drobnomieszczańską pruderyjność (że nawiążę do klasy społecznej rodziny Schulza). Unika przy tym wulgarności, prostactwa. Chce w gruncie rzeczy mówić tak, jak mówi się tu-i-teraz. Mówić ładnie, szczerze, otwarcie.
Wszystko, co w „Bruno Schulz. Fetyszysta” jest dosadne, jest i tak wrażliwe, czułe, podane w sposób wysmakowany artystycznie.
Ach, i ta obecna w przedstawieniu młodość i miłość, którą fetysze u jednego z kochanków ją uniemożliwiają, przekreślają! Myślę, że nie będzie wcale na wyrost porównanie go z włoską, porywającą produkcją „Come gli uccelli”, adaptacją tekstu Wajdiego Mouawada „Ptaki różnego rodzaju” w reż. Marco Lorenziego – o miłości palestyńskiej dziewczyny i izraelskiego chłopaka, opowiedzianej na tle powikłanej, pełnej tragedii i przemocy historii Izraela. Im też się nie udało, tyle że z powodu racji stanu, różnic kulturowych, niezdolności do przekroczenia tego, czego zwykle przekroczyć się nie da.
Bardzo mnie cieszy, że jako redakcja „Miasteczka Poznań” objęliśmy patronatem to przedstawienie. Warto udać się na nie do Gniezna. Produkcja pokazuje, że Teatr Fredry stale podejmuje tematykę żydowską, unikając przy tym truizmów i stawiając na szeroką publiczność w różnym przedziale wiekowym, w tym przypadku od 18 lat w górę – Marek S. Bochniarz.
Fot. Dawid Stube