Recenzje

Aleksander Karwowski w dzisiejszych Przemiany na Szlaku Piastowskim pisze: " Czy Werter ze swoim cierpieniem był tylko literacką postacią sprzed blisko 250 lat? Czy dziś "werteryzm" -jak byśmy mogli jego rozterki nazwać, jest zasiany w ludzkim bycie i czy jest w końcu zjawiskiem, które sieje spustoszenie w naszych życiach? "Cierpienia młodego Wertera" okazują się kluczem do drzwi, które skrywają głębsze rozterki, dramaty i pytania. Teatr Fredry znowu pyta o kondycję człowieka współczesnego, mówiąc "sprawdzam" klasykom literatury". Zachęcamy do lektury!
2022.09.20
Ile razy byłeś w swoim życiu Werterem? Czułeś nieposkromioną ekscytację, by potem stwierdzić, że nic nie przygnębia Cię tak bardzo i ciągnie w ciemną otchłań, jak Twój stan? Odbijałeś się jednak od dna, bo coś kazało Ci pokonać te trudności. Co jednak z tymi, którym tych sił po prostu w pewnym momencie zabrakło? Bo gdy już wiesz, że słodkie niczym cukierki obietnice się nie spełnią, dławisz się twardym karmelkiem szarej rzeczywistości… O czym jest spektakl „Cierpienia młodego Wertera” Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie trudno napisać wprost i jednoznacznie. Bo historię Wertera każdy w swoim życiu pozna. Albo za sprawą obowiązku szkolnego, albo (często o tym nie wiedząc, jak twierdzą twórcy teatru i sam J. W. Goethe) każdy z nas choć raz był lub będzie Werterem. Gdyby miała to być tylko czysta informacja prasowa, sprawozdanie z teatralnej premiery, to moglibyśmy napisać tak – reżyserka Maria Spiss pięknie „wykłada” nam na scenie dzieło Goethego, Łukasz Błażejewski ponownie ubiera aktorów w niesamowite kostiumy i osadza ich losy w oszałamiającej i niezwykle dobrze oświetlonej scenografii, a aktorzy gnieźnieńskiego teatru po raz kolejny udowadniają na scenie, że teatr jest sztuką – sztuką słowa, ale też dobrze odegranego ruchu scenicznego. Na scenie debiutuje Szymon Wróblewski (i ten debiut wróży bardzo dobrze), a towarzyszą mu Martyna Rozwadowska, Joanna Żurawska, Martyna Dyląg (gościnnie), Maciej Hanczewski, Maciej Hązła i Wojciech Siedlecki. I to naprawdę dobry teatr, bo mamy coś jeszcze oprócz adaptacji romantycznej historii głównego bohatera … Coś, co kazałoby samemu Goethemu stanąć na chwilę w cieniu i przyjrzeć się swoim bohaterom w nieco innych, bardziej współczesnych realiach. To autorski tekst Patrycji Kowańskiej, pt. „Werther’s (nie)Original”. Wspomnienie ostatniej sceny spektaklu to pięć kulowych lamp i pięcioro bohaterów uwikłanych w temat tej odmiany śmierci, jaką jest samobójstwo. Narratorzy – Wilhelm i doktor Albert to głosy łączące dwie rożne historie w jedną szpitalną całość. I dla tej sceny warto odwiedzić Teatr Fredry w Gnieźnie. Dla pozostałych również, ale ta zdaje się odcisnąć największe piętno i ta rezonuje jeszcze długo po wyjściu ze spektaklu. No bo czy tylko młody (Werter) cierpi i tylko młodego stać na akt desperacji i próbę odebrania sobie życia? Przecież to starsi pokazują nam świat, otwierają drzwi, poznają nas ze słodkim smakiem i chronią przed goryczą codzienności. Dbają o nas, troszczą się o nasze bezpieczeństwo, ratują, gdy zaczynamy się dławić cukierkiem… A co, gdy cierpi niemłody już Werter? Warto sprawdzić to w nowym sezonie artystycznym , który rozpoczął właśnie gnieźnieński teatr!
2022.09.16